Andrzej, lat 46 – właściciel firmy transportowej, która utrzymywała się głównie z  dowożenia dzieci do szkół. Dziś wszystkie placówki oświatowe są zamknięte, firma nie ma zamówień, a Andrzej ma w leasingu kilka minibusów i raty w wysokości kilku tysięcy złotych miesięcznie. Dziś w obliczu zagrożenia epidemiologicznego większość przedsiębiorców jest w takiej sytuacji.

Zostaliśmy w domach, ograniczamy zakupy spożywcze. Nie chodzimy do fryzjera, do baru, na siłownię, saunę, basen. Nie robimy zakupów konsumpcyjnych, np. ubrań i kosmetyków. Nie odwiedzamy pensjonatów czy też hoteli. Wyjście ze znajomymi czy z rodziną do ulubionej pizzerii lub restauracji nie wchodzi w rachubę. A za tym wszystkim stoją przedsiębiorcy, którzy mając pomysł na życie, założyli działalność gospodarczą, a w zdecydowanej większości zaciągnęli kredyty, żeby zorganizować swój wymarzony biznes. I praktycznie wszyscy z niewielkimi wyjątkami prowadzą firmę w wynajmowanych lokalach.

Okoliczność nadzwyczajna

Przez panującą pandemię koronawirusa to drobni przedsiębiorcy nie mają przychodów, nie są w stanie regulować swoich zobowiązań: leasingu, kredytu, najmu lokalu itp. Oczywiście każda umowa wiąże się z ryzykiem. Musimy je ponosić jako przedsiębiorcy i to jest normalne tzw. „ryzyko kontraktowe”. Jednak obecna sytuacja, pandemia z powodu koronawirusa, zalecenia władz i związane z tym ograniczenia biznesu, nie są sytuacją zwyczajną.

Czy przedsiębiorcy, którzy znaleźli się w takiej sytuacji mają czekać na ukłon ze strony ustawodawcy? Czy przepisy prawa dają nam jakieś możliwości zmian naszych zobowiązań?

– Tak. W Kodeksie Cywilnym mamy art. 3571 [Klauzula nadzwyczajnej zmiany stosunków – rebus sic stantibus], dzięki któremu możemy uzyskać zmiany naszych zobowiązań. To pozwala na zmianę treści lub rozwiązanie zobowiązania przez sąd ze względu na zaistnienie nadzwyczajnych okoliczności. Panująca pandemia zaiste jest taką okolicznością, której to strony zawierając stosunek zobowiązaniowy, w żaden sposób nie mogły przewidzieć – mówi radca prawny Mariusz Szałański i dodaje, że rozwiązania przewidziane w kodeksie odnoszą się do wszystkich typów zobowiązań.

Fakt, że art. 3571 KC może mieć zastosowanie do każdego rodzaju umowy, nie oznacza, że w odniesieniu do wszystkich stosunków umownych stosowanie tego przepisu podlega takim samym zasadom. O możliwości zastosowania klauzuli do konkretnej umowy decyduje istota tej umowy i jej przedmiot.

– A jeszcze inaczej rzecz ujmując, przepis ten mówi, że jeżeli znaleźliśmy się w sytuacji nadzwyczajnej, takiej której nie byliśmy w stanie przewidzieć, zawierając umowę, a teraz nie jesteśmy w stanie jej dotrzymać, możemy starać się o zmianę sposobu wykonania umowy, w tym o zmianę rodzaju i wysokości wynikających z niej zobowiązań – tłumaczy radca prawny.

Przepis ten mówi o „nadzwyczajnej zmianie stosunków”. Co to znaczy? Jest to taki stan rzeczy, który zdarza się rzadko, a jednocześnie jest niezwykły, niebywały, wyjątkowy, normalnie niespotykany. Jako przykłady zdarzeń powodujących nadzwyczajną zmianę stosunków wskazuje się m.in. epidemie, więc obecna globalna pandemia spowodowana koronawirusem niewątpliwie należy do sytuacji, w której można stosować art. 3571 Kodeksu Cywilnego.

Jak przeprowadzić zmiany?

Oczywiście możemy sami negocjować zmianę warunków z naszymi kontrahentami, a jeśli uzgodnimy zmiany, możemy podpisać ugodę, aneks do umowy. Co zrobić jednak, gdy kontrahent nie chce zgodzić się na zmianę naszych świadczeń?

– Musimy zwrócić się o pomoc do sądu, który może zmienić nasze zobowiązania, jeżeli nie udadzą nam się negocjacje z kontrahentem. Pamiętajmy, że sąd będzie brał pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, a także zasady współżycia społecznego. Ważne będą nie tylko nasze racje, ale też naszego kontrahenta – mówi Mariusz Szałański.

W złożonym do sądu pozwie trzeba opisać, jaką umowę i w jakim zakresie chcemy zmodyfikować, a następnie uzasadnić położenie, w którym się znaleźliśmy.

Gdy wierzycieli jest więcej lub zaistniała sytuacja całkowicie wymyka się nam spod kontroli, powinniśmy rozważyć wdrożenie postępowania restrukturyzacyjnego lub nawet upadłość naszego przedsiębiorstwa.

A co z naszymi kontrahentami?

– Nasi kontrahenci znajdują się w analogicznej sytuacji do naszej i tutaj moim zdaniem należy z rozwagą podchodzić do swoich żądań czy też propozycji układowych, gdyż zła jest taka ugoda, w wyniku realizacji której tylko jedna strona jest usatysfakcjonowana – dodaje radca prawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here