Strona główna Blog Strona 11

Praktyczne wskazówki, jak wybrać dobre biuro rachunkowe

0

Nie ulega wątpliwości, że z usług biur rachunkowych korzysta całkiem spora ilość osób. I trudno się temu dziwić, gdyż samodzielne prowadzenie księgowości w Polsce nie należy do najłatwiejszych. Biura rachunkowe funkcjonują niemalże w każdym mieście, czy to mniejszym, czy też większym. Jak jednak wybrać biuro rachunkowe, w którym pracują wykwalifikowani specjaliści, rzetelnie dbający o to, aby w naszej dokumentacji wszystko się zgadzało?

Dlaczego powinniśmy oszczędzać pieniądze?

0

Każdy Polak wie, że niestety z roku na rok ceny wszystkiego rosną, dlatego też trzeba się odpowiednio zabezpieczyć, na tak zwaną czarną godzinę. Na dodatek przez koronawirusa, ludzie tracą coraz więcej pieniędzy, a na przykład ryba nad morzem osiąga astronomiczne ceny (oczywiście przez nieuczciwych restauratorów). Ale dlaczego warto jest odkładać pieniądze?

Dlaczego lepiej jest serwisować regularnie swój sprzęt w firmie?

0

W dzisiejszych czasach sprzęty zasilane energią elektryczną są wszędzie, w naszych domach, pracy, czy nawet parkach, jednakże z różnych powodów, mogą one zawodzić, a wtedy mamy problem, w końcu przez przestoje nikt nie zarabia. Jak więc tego uniknąć?

Gdzie odnajdziemy sprawdzonych ekspertów finansowych?

0

Ekspert finansowy ma bardzo ważne zadanie musi w odpowiedni sposób zatroszczyć się o finanse swoich klientów. Do najważniejszych celów w pracy eksperta finansowego należy przede wszystkim przedstawienie klientowi najkorzystniejszych ofert dotyczących produktu finansowego, jaki zamierza on nabyć oraz udzielenie mu profesjonalnej pomocy w zakresie uzyskania danego produktu. Ekspert finansowy powinien być, więc osobą godną zaufania, która swoje obowiązki wykonuje w rzetelny, a zarazem profesjonalny i skuteczny sposób.

Finanse domowe. Chcesz bezpiecznie przechowywać swoje pieniądze? Wybierz konto oszczędnościowe!

0

Zwykły rachunek bankowy nie jest oprocentowany. Oznacza to, że znajdujące się na nim środki nie „pracują”, czyli nie generują odsetek. Gdy na zwykłym koncie mamy większą sumę, warto wtedy pomyśleć o założeniu konta oszczędnościowego.

Zarządzanie procesami i obiegiem dokumentów na przykładzie implementacji aplikacji Comarch DMS w Olimp Labs

0

Olimp Labs to jeden z największych producentów suplementów diety, nie tylko w Polsce. Firma obecna jest na całym globie, obsługuje ponad 100 zagranicznych rynków. Nieustannie inwestuje nie tylko w swój rozwój, ale także w nowe technologie. Niedawno wdrożyła program Comarch DMS. Zobacz, jak teraz wygląda zarządzanie procesami i obiegiem dokumentów w grupie kapitałowej Olimp Labs.

Jak wygląda płacenie podatków u mikro-przedsiębiorcy?

Mikroprzedsiębiorcy z racji tego że są ,,mikro” na start mają mnóstwo ułatwień oraz ulg, jednakże wciąż z racji tego że są przedsiębiorcami muszą oni płacić odpowiednie podatki na rzecz skarbu państwa. A więc jakie podatki płacą mikroprzedsiębiorcy?

Czy rządowe finansowanie startupów jest skuteczne?

0

Istnieje stosunkowo niewiele badań naukowych na temat finansowania polskich startupów technologicznych. Jednym z nich jest opublikowane w 2017 roku badanie pod tytułem „Źródła finansowania startupów w Polsce”, autorstwa Edyty Cegielskiej i Danuty Zawadzkiej z Politechniki Koszalińskiej. Ciekawym wnioskiem wynikającym z tego badania jest to, że aż 50% polskich startupów w ogóle nie korzysta z zewnętrznych źródeł finansowania. Powody tego zjawiska są nieznane, ale można się domyślać, że albo przedsiębiorcy chcą zachować pełną kontrolę nad firmą, albo dostęp do zewnętrznego finansowania jest zbyt trudny dla młodych przedsiębiorstw nieposiadających przychodów i wiarygodności kredytowej. Tymczasem prosta logika wskazuje na to, że na bardzo szybko zmieniającym się rynku technologicznym, powolny rozwój organiczny to recepta na porażkę w walce z dynamicznie działającą konkurencją.

Jednym z możliwych sposobów rozwiązania tego problemu mogłoby być przejęcie przez państwo roli podmiotu finansującego przedsiębiorstwa o dużym potencjale rozwoju. Wiele rządów wprowadza programy finansowania startupów wychodząc z założenia, że jest to obszar, w którym mechanizmy rynkowe są mało efektywne.

I rzeczywiście, na taką tendencję wskazuje drugie dostępne źródło danych, opublikowany dwa lata później, w 2019 roku raport „The Polish Tech Scene. 5 Years”. Został on opracowany przez organizację pozarządową Startup Poland. W badaniu wzięło udział aż 1235 przedsiębiorstw.  Wyniki wskazują na to, że 69% polskich startupów pozyskuje fundusze ze środków publicznych. Finansowanie z prywatnych źródeł typu venture capital uzyskuje 32% startupów. Jak interpretować te wyniki? Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że państwowe instytucje finansujące mają większy apetyt na ryzyko. Niestety, ciężko o badania porównujące skuteczność biznesową prywatnego i rządowego finansowania. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że w historii państwowego finansowania nowych technologii nie brakuje porażek.

Jedną z nich było uruchomione w 2007 roku, w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka „działanie 8.1”.

Jego celem było „wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej”. Około 3000 firm otrzymało dofinansowania w wysokości do 600 tysięcy złotych. Niestety, bardzo nieliczne przedsięwzięcia przetrwały do dziś, a sam rzut oka na listę tytułów projektów wskazuje, że wiele z nich nie otrzymałoby ani złotówki prywatnego dofinansowania. Wadą programu prawdopodobnie było nadmierne skupienie się na łatwych do spełnienia formalnych kryteriach naboru oraz ograniczone możliwości merytorycznej oceny szans biznesowych projektów.

Od kilku lat rolę dominujących podmiotów w rządowym finasowaniu nowych technologii przejęły dwie instytucje: Państwowy Fundusz Rozwoju i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wyraźnie widać, że rośnie biznesowa jakość finansowanych projektów. Póki co jednak, wśród beneficjentów rządowych funduszy nie znajdziemy jednorożca, czyli firmy wartej na rynku miliard dolarów.

W ramach rządowych projektów dostępne są stosunkowo niewielkie kwoty dofinansowań. Według raportu 52% startupów otrzymuje dofinansowania nie większe niż 500 tysięcy złotych. Kolejne 19% firm otrzymuje kwoty w przedziale od 500 tysięcy do miliona, a 16% od 1 do 3 milionów złotych. Nie są to kwoty, dzięki którym można rozwinąć światowej klasy firmę technologiczną. Jednak mogą być wystarczające, aby opracować koncepcję, strategię, czy zbudować prototyp. Startupy mogą korzystać z rządowych funduszy we wstępnej fazie, a następnie pozyskiwać środki od inwestorów prywatnych. Najlepszą miarą sukcesu beneficjentów funduszy państwowych jest ich sukces w kolejnych rundach finansowania.

W ostatnim czasie trzy polskie startupy osiągnęły sukces międzynarodowy. DocPlanner – aplikacja służąca do umawiania wizyt lekarskich, która zebrała ponad 140 milionów dolarów; platforma edukacyjna Brainly otrzymała od inwestorów 68 milionów dolarów oraz Booksy – aplikacja służąca do umawiania wizyt w salonach fryzjerskich i kosmetycznych, która jest aktualnie warta 48 milionów dolarów. Ta ostatnia firma korzystała ze wsparcia funduszu Inovo Venture Partners finansowanego przez PFR. Uzyskała z niego 1,9 miliona dolarów, a więc niecałe 4% swoich środków.

Obydwie państwowe instytucje finansujące opisują na stronach internetowych historie sukcesów swoich beneficjentów. NCBR chwali się sukcesami 53 projektów. Jednak według platformy Crunchbase, zaledwie cztery z nich uzyskały w kolejnych rundach ponad milion dolarów od inwestorów prywatnych. Są to: platforma edukacyjna Skriware, która po otrzymaniu 4,5 miliona złotych od NCBR, w sześciu kolejnych rundach zebrała od prywatnych inwestorów 4,3 miliona dolarów; TakeTask SA – firma oferująca aplikację do zarządzania projektami, która zebrała w trzech rundach 3,7 miliona złotych po wcześniejszym dofinansowaniu kwotą 800 tysięcy złotych przez NCBR; firma Stethome opracowująca bezprzewodowy stetoskop współpracujący ze smartfonem; otrzymała ona 6,5 miliona złotych z NCBR, a następnie ponad 2 miliony dolarów od inwestorów prywatnych oraz gdyńska spółka Advanced Protection Systems, produkująca systemy do wykrywania dronów, dofinansowana kwotą 1,6 miliona dolarów przez inwestorów prywatnych.

Podobnie jest w przypadku Polskiego Funduszu Rozwoju, który na swojej stronie chwali się historiami 38 firm. Według danych portalu Crunchbase, oprócz wspomnianej wcześniej aplikacji Booksy, zaledwie dwóm beneficjentom udało się w dalszych rundach zebrać ponad milion dolarów. Portal iTaxi po uzyskaniu we wstępnej fazie 2,1 miliona dolarów od związanego z PFR funduszu Experior Venture Fund, pozyskał w następnych rundach 2,5 miliona. W sumie 5 milionów dolarów zebrał Talent Alpha – serwis rekrutacyjny działający w branży IT. Środki pochodziły ze wspieranego przez PFR funduszu Aper Ventures oraz od inwestorów prywatnych.

Inwestorzy zwracają często uwagę na fakt, że po uzyskaniu państwowego finansowania, trudne jest modyfikowanie strategii biznesowej ustalonej z instytucją finansującą. Startupy w ten sposób mogą stracić swoją największą zaletę – możliwość szybkiego dostosowania się do warunków rynkowych i odpowiedzi na działania konkurencji.

NCBR od początku funkcjonowania wydał 59 miliardów złotych na dofinansowanie 12 200 projektów. Z kolei fundusze związane z PFR, do końca 2023 roku mają wydać 4 miliardy złotych na inwestycje w startupy.

Co przedsiębiorca i Kowalski powinni zrobić, by poradzić sobie z kryzysem?

0

Koronawirus zabija małe i średnie firmy. 70% szefów firm w Polsce ocenia, że będzie musiało zwolnić pracowników lub zredukować ich wynagrodzenie. Analitycy przewidują, że nawet 2 miliony osób stracą pracę, a bezrobocie wzrośnie do 10%. Jak w tej sytuacji pracodawcy i pracownicy mogą poradzić sobie z recesją?

Już do wszystkich dociera, że w obliczu epidemii koronawirusa ostatecznym problemem nie będzie stan zdrowia populacji, ale stan gospodarki, a dokładniej znaczne pogorszenie warunków działalności i niemożliwe do zagospodarowania na wszystkich płaszczyznach rynku ryzyko fal upadłości. Prognozy dotyczące przyszłości poszczególnych branż próbuje się budować już teraz pomimo niepełnych danych i świadomości, że spektakl z wirusem w roli głównej dopiero się zaczyna.

Jak to wygląda w oczach analityków?

Według doniesień polskie finanse publiczne są w dobrej sytuacji, sektor bankowy pracuje normalnie, w bankomatach nie zabraknie pieniędzy, a płatności bezgotówkowe rekomenduje się wyłącznie ze względów higienicznych. Na razie nie ma powodów do nowelizacji budżetu, w razie czego mamy rezerwy, a na mocy specustawy możliwość przesuwania pieniędzy wewnątrz budżetu. Patrząc nieco dalej, nie jest już jednak tak różowo…

– Giełda notuje spadki i to ponad dziesięcioprocentowe. Spośród spółek z udziałem Skarbu Państwa najmniej spadał PKN Orlen i Lotos. Nie ulega wątpliwości, że koronawirus może obniżyć tegoroczny wzrost PKB Polski. To wyliczenie opiera się na założeniu spadku popytu na nasz eksport oraz niższy import i problemy z dotarciem półproduktów do polskich fabryk. Jeśli jednak spojrzymy na Koreę, gdzie w pierwszych dniach marca eksport wzrósł, dojdziemy do wniosku, że istnieje możliwość, by mieć dobry stan eksportu pomimo epidemii. Inna sprawa, że takie spowolnienie, jakie obecnie przewidujemy, mieliśmy już w Polsce w kryzysowych latach 2009, 2012 i 2013 – komentuje Krzysztof Sadecki, finansista, analityk biznesowy, publicysta i trener mentalny.

Według niezależnych analityków aktywność gospodarcza na rynku wewnętrznym spadnie przede wszystkim w branżach usługowych. Dziedziny, które nie unikną problemów, to turystyka, kultura i rekreacja oraz transport. Jeśli będzie gorzej niż się zakłada, to również gastronomia, edukacja, handel detaliczny i ubezpieczenia. Ale tu kolejna uwaga – cokolwiek pojawi się na forum propagandowym, należy pamiętać, że panika nie ma sensu, a w pewnym momencie gospodarka zacznie stopniowo wracać na normalne, albo wejdzie na zupełnie nowe tory.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę właściwość rozwoju jednostkowego, wedle której każda zmiana – nawet katastrofalna – przynosi wymierne korzyści, to mając na względzie, iż większość analityków traktuje rynek oraz giełdy jak istoty żywe, nowe scenariusze gospodarcze mogą być pełne pozytywnych niespodzianek, o których dziś po prostu nie potrafimy pomyśleć – dodaje Krzysztof Sadecki.

Wróćmy do bieżących realiów

Branże najbardziej uzależnione od dostaw z krajów dotkniętych epidemią, czyli produkcja odzieży
i elektroniki, z powodu przerwania łańcucha dostaw mogą się spodziewać największych problemów. Znaczący spadek popytu odnotowuje transport lotniczy i wodny oraz międzynarodowy przewóz osób. Problemy z transportem drogowym jeszcze się pogłębią, jeśli dojdzie do spadku wymiany handlowej między krajami. Ale ze względu na większy popyt konsumentów na niektóre usługi, epidemia może się okazać korzystna dla branży pocztowej i kurierskiej. Upadłości spowodowane epidemią – nie tylko w branży turystycznej – będą kolejnym źródłem kłopotów dla branży ubezpieczeniowej, aczkolwiek w dłuższej perspektywie psychologiczny efekt epidemii zwiększy popyt na ubezpieczenia na życie.

Co dalej?

Faktem jest, że polskie firmy już mają spadki (dochody osiągane i dochody spodziewane), w wielu branżach dochodzi do zrywania kontraktów. Jest wiele dziedzin, gdzie praca zdalna po prostu nie jest możliwa. Poczucie beznadziejności pogłębia fakt, że nie wiadomo, kiedy skończą się obostrzenia sanitarne. Obecność czy brak masy finansowej na rynku lokalnym rzutuje na kondycję każdego, nawet bezdomnego, dlatego konsekwencje spadków wywołanych przez epidemię dotkną nawet tych, którzy uważają, że ich to bezpośredni nie dotyczy. Żeby się o tym przekonać wystarczy przypomnieć sobie o kłopotach branży budowlanej, której ktoś wykupił maski przeciwpyłowe jako przeciwwirusowe. Kłopot mają też firmy, które z powodu paniki nie mogą produkować, bo zabrakło środków do dezynfekcji linii produkcyjnej.

– Najpilniejsza potrzebą będzie dostęp do finansowania dla firm, którym zabraknie płynności. Jako kraj wysoko rozwinięty (mamy taką klasyfikacje od dwóch lat) powinno nas na to stać. Bez względu na rozwój sytuacji trzeba się liczyć ze zwiększeniem wydatków publicznych, być może rząd weźmie na siebie wypłatę części wynagrodzeń, by odciążyć przedsiębiorstwa. W USA pojawił się pomysł wypłacenia każdemu obywatelowi pewnej kwoty pieniędzy, żeby rozruszać konsumpcję. Nie sposób jednak przewidzieć, co ludzie będą kupować, dlatego nie jest to chyba dobre wyjście – mówi Krzysztof Sadecki. I dodaje: Na pewno nie ma sensu rozważać łagodnych rozwiązań, takich jak przesuniecie płacenia podatków. Dla utrzymania płynności transakcji – sprawy kluczowej dla istnienia podmiotów gospodarczych – przydałby się pakiet wsparcia dla firm. Chodzi bowiem o to, by znaleźć rozwiązanie albo mówiąc wprost – antidotum – na falę możliwych upadłości. Przeciętny obywatel wytrzyma ograniczenie dostępu do różnych atrakcji przez kilka miesięcy, ale jeśli rozpada się jego firma, nie jest ją wcale tak łatwo zrekonstruować. W większej skali to formalny rozpad gospodarki, ponieważ szereg niewypłacalności to gigantyczne przemieszczenia środków i problem społeczny.

Co robić?

Lepiej wstrzymać się z prognozami i skoncentrować na spowolnieniu rozprzestrzenianiu wirusa. Niektóre europejskie społeczeństwa już zdążyły pokazać, że im na tym nie zależy. Jak wygląda pierwszy rachunek za niefrasobliwość? Widać na przykładzie Włoch. Warto na pewno wstrzymać się z nadmierną konsumpcją, oszczędzać środki, odnawiać i pielęgnować relacje biznesowe. Skutki epidemii mogą dosięgnąć każdego z nas, zadbajmy by nikt nie pozostał samotny w walce z jej konsekwencjami – jeśli przetrwamy to tylko jako społeczeństwo, a nie jako jednostki czy stronnictwa.

Krzysztof Sadecki – finansista, analityk biznesowy, inwestor, Ambasador Dobrej Woli w Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka, redaktor naczelny magazynu Businessman Today, autor książek ,,Własny biznes – dlaczego tak?”, „Poznaj siebie” oraz ,,Poznaj świat i spotkaj siebie”.

Polacy bardziej się boją mniejszych pensji niż utraty pracy

0

59% Polaków obawia się, że z powodu epidemii koronawirusa ich wynagrodzenie ulegnie zmniejszeniu, podczas gdy utraty pracy lęka się 38%. Ale w większości przypadków te obawy nie znajdują na razie potwierdzenia w deklaracjach pracodawców – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

57% ankietowanych pod koniec marca deklarowało, że „pracuje normalnie, jak zawsze”, a 14% wykonuje swoje obowiązki zawodowe zdalnie.

– Jeśli spojrzeć na wykształcenie, to widać wyraźnie, że wśród tych, którzy pracują „jak zawsze” dominują osoby z wykształceniem zawodowym i średnim. Wykonywane przez nich zawody wymagają ich obecności na stanowisku pracy. Nie można przecież fabryki przenieść do domu. 14% badanych pracuje zdalnie w domu, w ramach tzw. home office. Tę grupę tworzą głównie osoby z wykształceniem wyższym, czyli w większości reprezentanci stanowisk specjalistycznych, których obowiązki nie wymagają od nich obecności w zakładzie pracy – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Blisko 16% respondentów przebywało na urlopach (płatnych bądź bezpłatnych), zwolnieniach lekarskich bądź zasiłkach opiekuńczych. 4,5% badanych nie wykonuje obowiązków zawodowych z powodu zamknięcia zakładu pracy i nie otrzymuje z tego tytułu wynagrodzenia. Tę grupę w dużej mierze tworzą kobiety.

Im mniejsza firma, tym większe obawy

Lęk przed utratą pracy jest odwrotnie proporcjonalny do wielkości firmy, w której ankietowani pracują. O ile zatrudnieni w mikroprzedsiębiorstwach mają takie obawy w 48%, to w dużych firmach ten odsetek wynosi 32%. Podobnie ma się w przypadku obaw związanych z redukcją pensji, gdzie rozpiętość wynosi od 68% do 54%.

– Takie wyniki nie są dla nas zaskoczeniem. Małe przedsiębiorstwa nie mają dużych oszczędności, które pozwolą im na przetrwanie kilku miesięcy bez normalnej sprzedaży. Dlatego cały czas mocno podkreślamy, że bardzo ważne jest, aby zwłaszcza sektor MŚP otrzymał realną pomoc, w złotówkach, która pozwoli im na wypłaty dla pracowników, ale też na regulowanie zobowiązań wobec kontrahentów. Oni też mają pracowników, którym muszą wypłacić pensje – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, działającej pod patronatem Krajowego Rejestru Długów.

Na razie te obawy w większości wypadków nie wynikają z deklaracji pracodawców.

– 50 procent badanych przyznaje, że właściciele firm, w których pracują, nie sygnalizują, że mogą być problemy z wypłatą pełnych wynagrodzeń na skutek pandemii koronawirusa. Takie sygnały otrzymuje 19 proc. badanych, a tylko 7 proc. przyznaje zdecydowanie, że tak jest. Przedsiębiorcy mają świadomość, że epidemia się skończy i wtedy będą potrzebować pracowników. Jeśli ich teraz zwolnią, za chwilę mogą zniknąć z rynku, gdy gospodarka ożyje – dodaje Adam Łącki.

10% ma się lepiej niż przed epidemią

Na pytanie o wpływ pandemii koronawirusa na sytuację finansową firm, w których są zatrudnieni, 50,5% respondentów przyznało, że jest on negatywny. Pozytywny wpływ pandemii na budżet pracodawcy zauważa 9,5% badanych. Dla 40% epidemia nie ma znaczenia i wpływu na firmową kasę.